Tkając świt

Tkając świt pióra Elizabeth Lim

Fabuła:
Maia Tamarin marzy o byciu najlepszą krawcową w kraju. Jednak to typowo męska profesja przez co jej marzenie może pozostać jedynie w sferze marzeń. Jednak gdy królewski posłaniec wzywa jej schorowanego ojca do udziału w wielkim konkursie o tytuł nadwornego krawca, dziewczyna zajmuje jego miejsce. Wie, że może zginąć, jeśli ktoś odkryje jej sekret. Dodatkową przeszkodę stanowi pozostała 11 konkurentów i trudność stawianych przed nią abstrakcyjnych zadań. Czy młoda krawcowa podoła? Tego dowiecie się czytając ten tom.

Moja opinia:
Przede wszystkim warto powiedzieć, że pomysł na tę historię był dość nieszablonowy. Doceniam wykorzystanie motywu Mulan, to znaczy, kobiety zastępującej członka rodziny w męskim przebraniu. Tak samo podobał mi się motyw rywalizacji w tworzeniu strojów, w czymś co w moim odczuciu nie nadaje się do konkurowania przez bardzo indywidualne gusta ludzkie. I na tym kończą się zachwyty, bo żeby nie było zbyt różowo. Jak zawsze muszę się przyczepić do wątku romantycznego# zbyt pośpiesznie rozwiniętego i stanowczo nie na miejscu. Tak samo bardzo kuła mnie w oczy banalna łatwość pokonywania przez główną bohaterkę przeszkód jakie stawały jej na drodze. Nie mniej, czytało się to przyjemnie. Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury 

Komentarze