Snując zmierzch

Snując zmierzch pióra Elizabeth Lim

Fabuła:
Maia Tamarin dopięła swego. Jednak uszycie sukien ze słońca, księżyca i gwiazd nie obyła się bez wielkich poświęceń. Jej kraj stoi na skraju wojny. Jednak to co się dzieje, jest niczym w porównaniu z jej wewnętrzną bitwą. Od chwili kiedy dotknął jej demon Bandur, zmysły dziewczyny powoli nikną: jej oczy zaczynają świecić na czerwono, traci także kontrolę nad magią i ciałem. To tylko kwestia czasu, zanim Maia całkowicie się zatraci i stanie demonem. Ale nawet to nie powstrzyma jej, by znaleźć Edana, chronić swoją rodzinę i zaprowadzić pokój w A’landi!

Moja opinia:
No nie. Po prostu nie. Jak pierwszy tom był czymś świetnym, tak drugi nie ma dla mnie racji bytu. Świetnie zapowiadająca się historia, zmieniła się w łzawą opowiastkę romantyczną. Jak dla mnie pełno tu absurdów i mocy kompletnie z tyłka. No i oczywiście jak ma się potoczyć coś zgodnie z losem to nagle coś musi się zmienić i odwrócić nadciągającą katastrofę. Ok trochę to zjechałam, ale były też dobre strony. Np. wątki intrygi politycznej i to, że nie każdy bohater był jednowymiarowym czarnym albo białym charakterem. Nie mniej zawiodłam się i to bardzo. 

Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze