Oblężenie Macindaw
Oblężenie Macindaw pióra Johna Flanagana
Fabuła:
Życie Willa jako pełnoprawnego Zwiadowcy nie jest usłane różami. A jego pierwsza misja, jako strażnika Araluenu, która rozpoczęła się w tomie ,,Czarnoksiężnik z Północy" nie wróży szczęśliwego zakończenia. Na północnych rubieżach sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Ponadto Keren, który przejął władzę w Macindaw, porwał Alyss. Czy chłopak, który spędził kilka lat pod skrzydłami jednego z najlepszych zwiadowców, da radę stawić czoła nawarstwiającym się przeciwnościom losu?
Moja opinia:
Ge-nial-ne! Ten tom rozłożył mnie na łopatki. I to tak doszczętnie. Ale po kolei. Sama akcja i intrygi kłębiące się na stronach, znów przykleiły mnie do książki i z najwyższym trudem odrywałam się, by pełnić swoje powinności w świecie realnym. W samej historii młodego Zwiadowcy wiele razy było już pokazane jak łatwo ludzie ulegają czarowi pozorów, jednak tutaj zostało to jeszcze lepiej uwypuklone. Autor pokazał także, że umie w emocje. A ci, którzy obserwują mnie od jakiegoś czasu wiedzą, że nie należy do beks. W tym i poprzednim tomie, może wstyd się przyznać, kilka razy łezka zakręciła mi się w oku. A na podsumowanie dodam, że jestem zachwycona tym pokazana została przemiana bohaterów... Nie tylko tych prawych. Po prostu polecam. Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury
Komentarze
Prześlij komentarz