Wychodząc z ukrycia
Wychodząc z ukrycia, pióra Ewy Olchowej
Porzucona jako noworodek przez matkę. Wychowana przez starszą kobietę. Pozbawiona jest tożsamości. Wychowywana na bezwzględnie posłuszną. Jak ucywilizowane zwierze, wyuczona wstrzemięźliwości i opanowania.
Mimo to Rose nie ma złudzeń. Wie, że nie należy do tego świata. Jest za silna, za szybka… Tylko z pozoru jest człowiekiem. Jednak jej prawdziwe ,,ja" wyjdzie w końcu na światło dzienne, a świat do którego należy się o nią upomni.
Na początku myślałam, że nie jest to mój klimat. Jak dobrze się czasem mylić. Nie wiem, czy to moje spaczenie, czy fakt wiedzy, że autorka też lubi Zmierzch. Trochę wyczułam klimat popularnej serii sprzed X czasu jednak w bardziej ,,ludzkim" wydaniu. Bohaterowie mieli dobrze skonstruowane, wielobarwne charaktery. Rasy Luminatów i Łowców żyjące pomiędzy ludźmi, mimo że odrębne od siebie, w już dawno oklepanym motywie walk frakcji były czymś świeżym, granica dobra i zła szeroko pojętego zacierała się. Ci którzy śledzá moje wpisy wiedzą jak wątki romansowe kłują mnie w oczy, tu jednak nie było to aż tak rażące i nawet przyjemne. A teraz to co najważniejsze dla mnie w każdej czytanej książce: emocje. Miałam kilka razy udusić autorkę# bo swoimi decyzjami doprowadziła mnie do łez, wydarzenia z końca pierwszego tomu bardzo bolały. Jednak w innych momentach mój nastrój wahał się od fascynacji do dzikich ataków śmiechu. A twist fabuły na koniec to coś co zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.
Ale to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze
Prześlij komentarz