Akademia Mrocznych Zaklęć: Dom Cieni


Akademia Mrocznych Zaklęć: Dom Cieni pióra K. F. Breene i Shannon Mayer

Próby śmierci trwają i nadal każdy ruch może być ostatnim. Jednak dla Wild są podwójnym wyzwaniem, dziewczyna musi je przetrwać jednocześnie nie zdradzając się kim naprawdę jest. Jednak to nie koniec zagrożeń czyhających w nieznanym jej dotąd świecie. W tajemniczych okolicznościach zaginęło kilkoro uczniów. Komu teraz ufać? Kto porywa przyszłych uczniów? Jak przetrwać? Wychodzi na to, że z jednej strony nie można ufać nikomu, z drugiej bez drużyny daleko się nie zajdzie.

Dużym plusem jest, że drugi tom zaczyna się w momencie gdzie kończy się pierwszy. Znów czytelnik nie mógł nie zauważyć jawnych nawiązań chociażby do Harrego Pottera. Postępowanie głównej bohaterki w pierwszym tomie jeszcze można by umotywować szokiem i brakiem ostrożności oraz przymykać oko na pewne rzeczy, tak w drugim zaczęła mnie irytować z momentu na moment postępując coraz nielogiczniej, wpychajac się w coraz większe tarapaty i ciągnąc za soba innych. Poza tym trochę za gładko jej wszystko wychodzi i uchodzi na sucho. Nie wspomnę o rozwiązaniach z umiejętnosciami klasowymi poszczególnych ,,domów" i fakcji, które po prostu wg mnie są zrobione od niechcenia.

Ale żeby nie bylo tak gorzko: calkiem ciekawie ograny motyw zaginięć oraz tego co jednej takiej sytuacji towarzyszyło. Bardzo przyjemnie rozwijany jest tu motyw przyjaźni i współpracy osób z różnych środowisk, a przy paru osobnikach ,,bucowych kompromisów". Nie mówiac już o paru zabawniejszych, choć żenujących fragmentach po których parskalam śmiechem. 

Jak dla mnie ta historia sama w sobie jest prosta, nawet bardziej niż bardzo. Także zbyt przewidywalna. Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze