Zasady Magii


Zasady Magii autorstwa Alice Hoffman

W rodzinie Owens'ów zawsze było coś szczególnego. Wszystko zaczęło się w 1620 roku, gdy Maria Owens została oskarżona o czary, jednak prawda była inna, została ukarana za pokochanie niewłaściwego mężczyzny.

Kilka stuleci później w Nowym Jorku Susanna Owens uciekająca od swojego dziedzictwa, jest świadoma, że jej dzieci są bardzo wyjątkowe, ale inaczej niż każda matka. Są dowodem, że od dziedzictwa się nie da uciec. Trudna Franny, o skórze białej jak mleko i krwistoczerwonych włosach. Nieśmiała i piękna Jet, która potrafi czytać w myślach. Charyzmatyczny Vincent, który odkąd nauczył się chodzić, pakuje się w tarapaty. Tak, ta trójka może dokonać niemożliwego, mając za nic sztywne zasady narzucone przez matkę. A odwiedziny u ciotki Isabelle w Massachusetts, o kórej to krewnej nie mieli pojęcia, staną się początkiem poznawania przeszłości rodziny. Sekret tego kim naprawdę są w końcu wyjdzie na jaw. 

Po powrocie do Nowego Jorku, każde z trojga rodzeństwa wejdzie na swoją nową drogę, próbując uniknąć rodzinnej klatwy. Przekleństwa śmierci wiszacego nad każdym, kto odważy się pokochać Owensa. Ale czy im się uda? Tego dowiecie się czytając tę książkę. 

Nie ukrywam, że miałam wielka ochotę napisac więcej o tej historii, ale niestety byłby to spojler alert. Rzadko czytuję coś co nie jest fantastyką, mimo przypisywania tej historii do fantasy, ja bym powiedziala, że jest kawalkiem solidnej obyczajówki z elementamii magii. 

Urzekla mnie kreacja głównych postaci, bardzo zróżnicowane zachowania, styl bycia i swego rodzaju rozwój w trakcie fabuły, przy zachowaniu realnego kształtu nieidealnego człowieka. Pochopnie podejmowane decyzje mające później konsekwencje, czego czasem brak w teraźniejszych książkach. Do wątku milości i romansu tym razem się nie mam co przyczepić. Był po prostu potrzebny i w kilku momentach ciekawie poprowadzony. Tak samo bardzo mi się podobało, że autorka nie boi się rzucić kłód pod nogi bohatermom swoich historii, czy wręcz skrzywdzić, dla dalszego rozwoju. To wszystko co się działo zbudowane na sporym emocjonalnym rollercoasterze. Ale, żeby nie bylo zbyt różowo. Zabrakło mi tu większej ilości tej subtelnej magii, która operowali Owensowie. Wątek Vincenta w pewnych momentach bardzo irytował, a urwanie go, w momencie po pewnym wydarzeniu, zostawil więcej pytań niż odpowiedzi. 

Cóż, jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze