Łzy Mai


Łzy Mai pióra Martyny Raduchowskiej

Lata 30. XXI wieku to czas w którym technologia jest wszechobecna. Ciało człowieka można upgrade'ować wedle potrzeb i własnego uznania. Jeśli kogoś na to stać. Niezamożnym zostaje liczyć na reinforsynę, środek mający pobudzić mózg do bardziej wydajnej pracy. Dla androidów zaś jest to szansa na pozyskanie umiejętności odczuwana emocji, brakującego elementu człowieczeństwa.

W budynku Beyond Industies dochodzi do ataku hakerskiego mającego na celu kradzież wycofanej wcześniej z rynku reinforsyny, jest to również B-Day, dzień buntu Androidów przeciw ludziom.

Porucznik Jared Quinn budzi się po 3 latach od dnia buntu, w którym zdradziła go jego replikantka Maya. 
Ale nie to jest dla niego najgorsze. 
By mógł żyć jego ciało zostało scyborgizowane. A on sam stał się tym czego nienawidził najbardziej.

Tymczasem w New Horizon dochodzi do tajemniczych morderstw, a ich sprawca pozostaje nieuchwytny dla policyjnych systemów. Porucznik Quinn powracający do służby musi znów zdać się na tradycyjne metody śledcze.

Tyle tytułem opisu fabuły, by nie zdradzić zbyt dużo.

Książka ta okazała się dla mnie wielkim zaskoczeniem. Rzadko na czas jej wydania spotykało się książki z klimatu Cyberpunk. Muszę przyznać, że łącząc go z kryminałem autorka stworzyła coś niesamowitego. Kreacja głównego bohatera Jareda sprawiała, że z jednej strony kibicowało się powodzeniu sprawy, a z drugiej miało się ochotę nim solidnie potrząsnąć. Świat przedstawiony z wszystkimi jego nowinkami technologicznymi sprawiał wrażenie czegoś co znamy jedynie z wielkich produkcji filmowych albo gier. Co prawda mogę się przyczepić, że jest to prosta historia, jak niektórzy określają ,,czytadło" ale czy nie temu służą też książki? Rozrywce? Dla mnie jak najbardziej na plus, bo bawiłam się świetnie. Ale pamiętajcie, to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze