Spektrum
Spektrum pióra Martyny Raduchowskiej
Jest to kolejny tom z cyklu Czarne Światła, ale również drugie szersze spojrzenie na historię przedstwioną w książce ,,Łzy Mai"
W budynku Beyond Industies dochodzi do ataku hakerskiego. Atak przypuszczony przez Equilibrium ma na celu umożliwienie kradzieży reinforsyny, leku będącego substytutem drogich modyfikacji niedostępnych dla niezamożnych mieszkańców New Horizon.
Jest to również B-Day. Dzień buntu androidów dla których ten lek to jedyna możliwość na odczuwanie emocji.
Jednak co się naprawdę działo, gdy Jared Quinn leżał 3 lata w śpiączce? Jak przebiegł cały bunt? Co się wtedy naprawdę wydarzyło? Na te pytania może odpowiedzieć tylko Replikantka Maya. Bo wszystko zaczęło się od niej.
Jest to coś różniącego się od poprzeniej części. W Łzach Mai mamy kryminał i poszukiwanie nieuchwytnego mordercy. W tomie Spektrum natomiast jest pokazane jak Maya tajemniczo wykształciła w sobie emocje, spekulacje czym jest człowieczeństwo i gdzie leży granica pomiędzy naturalnym człowiekiem a maszyną stworzoną na podobieństwo człowieka. Oczami androidki obserwujemy także to co się rozgrywało za murem w Dark Horizon.
Sięgając po tę książkę miałam pewne wymagania. Finalnie dostałam coś co przewyższyło oczekiwania będąc jednocześnie czymś czego się nie spodziewałam. Nie jest to kontynuacja, jest to mocne rozszerzenie historii z poprzedniego tomu. Gdy myślałam, że Jared jest świetnie wykreowany, to tu dostałam istną bombę w postaci May. Sama androidka jak na istotę nieludzką ma bardzo ludzkie myśli, obserwujemy jak z każdym kolejnym zdarzeniem staje się coraz bardziej osobnym bytem. Kreoacja postaci na olbrzymi plus. Samo stworzenie świata New Horizon i Dark Horizon to mistrzostwo. Z jednej strony mamy technologiczną rozwijającą się metropolię, z drugiej zniszczone, ciemne, pozbawione elektryczności i dostępu do udogodnień miejsce wysiedlenia. Jestem po przeczytaniu oczarowana. Ale to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze
Prześlij komentarz