Szamanka od umarlaków
Szamanka od umarlaków pióra Martyny Raduchowskiej
W każdej rodzinie zdarza się czarna owca. Osiemnastoletnia Ida Brzezińska jest tego najlepszym przykładem. Jako potomkini wielkiego rodu czarodziejów sama nie posiada czarodziejskiego talentu, a na dodatek traktuję magię jako stek bzdur i buntuje się przeciw rodzinnej tradycji. Jedyne, o czym marzy dziewczyna, to spokojne życie: wymarzone studia psychologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanie w akademiku, poznawanie świata… Niestety przeszkadzają jej w tym pojawiające się ni stąd ni zowąd trupy. Widzenie zmarłych i przewidywanie śmierci ludzi żyjących to magiczny dar, długo poszukiwany przez rodziców Idy. Nie jest łatwo być medium… a dodatkowo Ida ma prawdziwego Pecha! A może to Pech ma Idę?
Rzadko kiedy czytuję coś co zostało oryginalnie napisane w języku polskim. Jednak ten cykl chodził za mną dość długo, aż doczekał się swojej kolejki. Na początku denerwowała mnie sama postać Idy, zbuntowana, podejmująca głupie decyzje i pakująca się w tarapaty. Aż w końcu uświadomiłam sobie, że wcale w tym wieku nie byłam mądrzejsza. Potem moja irytacja przeniosła się na postać Tekli, a w zasadzie jej sposób bycia i wysławiania się, jednak i to przez krótki moment, mimo bycia jaka jest też nie pokazała się taka jednowymiarowa i na wskroś... Zołzowata. Z drugiej strony nie mogłam się oderwać od historii, wyczekiwałam jak bardzo autorka skomplikuje życie Szamance i co się wydarzy dalej. No i warto tu także wspomnieć o niektórych tekstach i czarnym humorze, nadającym całej opowieści odpowiedniego klimatu. Dla mnie jak najbardziej na plus. Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury
Przez bardzo długi czas żyłam opinią innych, że polska fantastyka jest do bani i nie ma co czytać. Potem zaczęłam czytać Jadowską i to dzięki niej nieśmiało chwytałam kolejne autorki. Za Raduchowską wzięłam się bez żadnych oczekiwać i wymagań. Chociaż o tej książce był szum, odczekałam jakiś czas, zanim wzięłam się za czytanie.
OdpowiedzUsuńNie wciągnęłam się od razu. Miałam jakieś opory, ale im dalej w las, tym lepiej. Nie wiem w którym momencie coś pykło i zaczęło mi się podobać, ale właśnie tak się stało. Książka ma coś w sobie, ma niebanalność i coś świeżego. No i wreszcie mamy fantastykę na poziomie :D