Szczury Wrocławia: Kraty


Szczury Wroclawia: Kraty autorstwa Roberta. J. Szmidta

Sierpień 1963. Epidemia czarnej ospy, po której Wrocław został objęty ścisłą kwarantanną, staje się preludium znacznie poważniejszych wydarzeń. W ciągu zaledwie kilku godzin milicja oraz wezwane na pomoc oddziały wojska tracą kontrolę nad mnożącymi się w zastraszającym tempie hordami nieumarłych. Z dnia na dzień upada stary porządek rzeczy. Garstka ludzi próbuje znaleźć ocalenie za murami więzienia. Cena ich bezpieczeństwa jest wysoka – na wolność wydostają się najgorsi przestępcy, w tym wielu skazanych na śmierć morderców, którzy są lepiej przystosowani do przetrwania w chaosie, jaki ogarnął miasto. Jednym z nich jest Fabian Sprycha, bezwzględny zabójca i kanibal, który zrobi wszystko, by ludzie mu podobni objęli władzę nad Wrocławiem.

Jeśli pierwsza część wprawiała mnie w mętlik i niepokój, to druga zmroziła krew w żyłach ze zgrozy. Poczynania władz w obliczu zagłady wypadają marnie na tle wydarzeń. Bandziory z więzienia, okrutni i bezwzględni wyznawcy Sprychy przyprawiali o mdłości i myśli ,,dlaczego tacy wynaturzeńcy uznawani są nadal za ludzi". Historie zwyczajnych obywateli, majacych nikle szanse na przetrwanie w tej okrutnej nowej rzeczywistości. W obu częściach występują zazębiające się dalsze historie postaci z Chaosu, co jest świetną kontynuacją. Autor pokazal pazur nie oszczędzając nikogo i wielki szacun dla niego.

Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury


Komentarze