Spowiedź Abysalu

Spowiedź Abysalu pióra Feranos' a

Fabuła:
,,Gort jest katem w świecie magii, mieczy i używek. Przesłuchuje, zdobywa informacje, wysyła ludzi na śmierć. Lojalnie służy krajowi, wykonując pracę z bezwzględną starannością. Ma do tego dar. I niezachwiany kompas moralny.
Przynajmniej do czasu. Do jego pracowni zaczynają trafiać ludzie i elfy ujawniający niebezpieczny spisek. Równocześnie w kacie budzi się nieoczekiwane uczucie wobec tajemniczej Riady. To wszystko sprawia, że Gort zastanawia się nad tym wobec kogo powinien być lojalny – królestwa czy króla? 
Dotąd uważał, że czyni jedynie dobro bądź nieszkodliwe zło. Ale czy lojalnością można usprawiedliwić wszystkie wybory?''

Moja opinia:
Sięgając po tę książkę spodziewałam się tego co zdradził sam autor w prywatnej rozmowie, pijanej fantastyki (ugrzeczniłam trochę to stwierdzenie, w końcu kontent czytany przez szeroką gamę odbiorców tego wymaga). Fakt, faktem dostałam to, ale w formie daleko mijającej się z własnymi wyobrażeniami.

Cała książka ma w sobie minimalną ilość akcji, która mimo mnogości wydarzeń, pozwala się jej ledwo toczyć. Znaczną jej część natomiast zajmują myśli i rozważania głównego bohatera o tematyce szeroko wszelakiej i w wielobarwnym wachlarzu stanów trzeźwości i jej braku. Co prawda niektóre z tych myśli były ciekawymi wyprawami zaglądającymi w aspekty składowe człowieczeństwa, a kiedy indziej były tak totalnie od czapy, że dostawałam zacięcia mózgu i długi czas próbowałam go na powrót uruchomić. Postać głównego bohatera Gorta pozostawiła mi pewien ciężki do przełknięcia dysonans. Z jednej strony niewzruszony, intrygujący sadysta z oddaniem wydobywający informacje i mający wszystko w czterech literach. Z drugiej mam wrażenie, że gdzieś z biegiem czasu zatracał pierwotny charakter na rzecz umieszczenia w nim emocji, chociaż w nadal lekko przytłumiony sposób. Tak samo relacje postaci wydają mi się być na pewnym poziomie upośledzenia. No, chyba że buduje się relacje przyjacielskie w ciągu tygodnia, najpierw obrywając po gębie od kogoś pod barem bo obraziło się jego ojca, potem ten ojciec umiera, a ten co dostał bęcki leci na jego pogrzeb. Tak, logiczne. Cała książka jest napisana prostym, by nie rzec ulicznym językiem, z wtrąceniami języka własnego świata stworzonego przez autora. Co więcej dodać? Zaskoczyła mnie końcówka historii i w sumie lepiej jak tu skończę.

Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury

Komentarze