Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Morze Potworów

Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Morze Potworów pióra Ricka Riordana 

Fabuła:
Percy po raz kolejny musi udać się na niebezpieczną misję, tym razem jest związana z rejsem po Morzu Potworów. Jednak po drodze okoliczności zmuszą go do zastanowienia się czy to, że Posejdon uznał go za syna, jest zaszczytem czy okrutnym żartem. Dodatkowe okoliczności w których kolega Percy'ego z klasy okazuje się być cyklopem i pojawienie się w ostatniej chwili Annabeth z odsieczą, oznaczają kolejne złe wieści i komplikacje w życiu młodego herosa: magiczna granica broniąca Obozu Herosów została zniszczona. Jedyny lek zaginął dawno temu. A stawką tej rozgrywki jest ocalenie obozu herosów.


Moja opinia:
Od razu powiem, że nie tego się spodziewalam. Tak jak poprzedni, tak i ten tom był dla mnie relaksującą przygodówką, jednak z... Odrobinę większą dawką emocji. Ale żeby nie było tak różowo: dziecięca naiwność Percy'ego mi spółki, łatwość z jaką bohaterowie pakują się w klopoty, oraz to że miałam nieodparte wrażenie że nie uczą się na błędach... zaważyło na mojej ocenie. Ale ten zwrot na końcu, był po prostu prze-ge-nial-ny

Ale jak zawsze to tylko moja subiektywna opinia. Zapraszam do lektury 

Komentarze